wtorek, 15 marca 2016

Taka "pomiedzy" - nie juz, a jeszcze

Taki plan mialam. Wrocic. Z kazdym postem i za kazdym razem. Niestety nie umiem pisac juz jak kiedys... Jestem teraz taka "pomiedzy". Pomiedzy dwoma krajami - sercem juz nie w Polsce, ale jeszcze nie w Szwecji. Pomiedzy dwoma jezykami - polskiego nie pamietam juz na tyle, zeby moc sie nim bawic jak za czasow Szaletu Miejskiego, szwedzkiego nie opanowalam jeszcze na tyle, by moc sie nim bawic jak polskim niegdys. Pomiedzy dwoma blogami (trzeba juz wlasciwie) - polskim blogiem dla polskich znajomych, szwedzkim blogiem dla znajomych szwedzkich.

Wlasciwie to wiem juz, ze to wyzej wspomniane "jeszcze" nigdy nie nadejdzie. Kazda podjeta przez nas decyzja wplywa na rzadek innych decyzji. Kazda podjeta przez nas decyzja otwiera nowe drzwi, ale jednoczesnie zamyka szereg innych drzwi. Nie o wszystkim mamy swiadomosc od razu. Nie wszystko jest wazne w chwili podejmowania decyzji.

Moja decyzja o emigracji otworzyla mi drzwi do spokojnego zycia. Zycia, gdzie nie musze martwic sie o to, jakim cudem mam zrobic, zeby starczylo do pierwszego (choc musze powiedziec, ze niejednokrotnie zasluga to bylo Pana Meza, a nie moja wlasna, obojetnie co feminizm w tej kwestii mowi). Zycia, gdzie nie musze martwic sie o to, ze jak strace obecna prace, to nie znajde innej i ze jej musze sie kurczowo trzymac. Zycia, gdzie moge wyjsc do lasu, ktory mam tylko pare krokow od domu i nawdychac sie swiezego powietrza. To wszystko jest fantastyczne oczywiscie, ale...

... kiedys bylam u siebie i swoj jezyk mialam. Tysiace ksiazek pozartych w dziecinstwie, setki tysiecy slow zapisanych w pamietnikach, wierszach i powiesciach sprawily, ze jezyk moj nie byl mi obcy i slowem bawic sie moglam bez trudu. Wystarczylo tylko usiasc nad biala, pusta kartka i posiedziec wystarczajaco dlugo, moze wlaczyc nastrojowa muzyke i wszystko samo sie pisalo.
"To juz minelo, ten klimat ten luz". Nie jest problemem to, ze nie znam jezyka - na jesieni pisalam test z predyspozycji do studiowania (högskoleprovet) i wypadlam tak dobrze, ze az sama sie zdziwilam (bez przygotowania i po nieprzespanej nocy, gdy Maly Czlowiek obudzil mnie juz o 4.00). Proby literackie jednak to nie to samo, co opisanie sytuacji treningowej z psem tudziez swojego dnia z malym dzieckiem. Proby literackie to cos wiecej niz tylko codziennosci slowo. Po szwedzku pisac umiem, nawet naukowe teksty, ale poezje? Proze poetycka? Panie, nie pytaj nawet. Nikt tego nie chce czytac, nigdy moje blogi szwedzkie nie zdobyly popularnosci, wiec dochodze do wniosku, ze jednak pisac nie umiem na tyle, aby to sie fajnie czytalo.
A w polskim tekscie? W polskim tekscie beda powtorzenia, beda te same zwroty i metafory - bedzie to, co pamietam. Beda jednak niestety tez i bledy, ktorych kiedys nie popelnialam. Wiem, moja wina, ksiazek po polsku nie czytam...

Siadam, otwieram bloga, mysle chwile, slowo pierwsze napisze i... zamykam, bo nie wiem, czy ktos w ogole jeszcze to chce czytac, czy kogos w ogole to moje zycie niewielkie obchodzi, czy po prostu nie zaloguje sie tu pewnego dnia i przeczytam: "A wez sie juz babo zamknij, wielka emigrantka, 11 lat i jezyka nie pamieta".
11 lat... To wiecej niz 33% mojego calego zycia.

Teksty czytam w Wysokich Obcasach czasami. Listy emigrantek. Niedawno pojawil sie list dziewczyny z Danii, ktora ubolewala, ze jest przez spoleczenstwo odrzucona i ze Dunczycy to taki wredny narod, bo sie swataja ze swoimi, a na Polke patrzec nie chca, tylko kaza jej na zajeciach jezyka uczyc sie o sprzataczkach i kelnerkach. Zebralam sie i skomentowalam, ze i owszem, mozna miec takie uczucie i po czesci jest to prawda, ale jesli sie czlowiek zaprze i cos postanowi, to i w Danii, i w Szwecji kims moze byc. Spojrzmy chocby na moj wlasny przyklad: jest dobry maz (ktory Malym Czlowiekiem sie na dniach tygodnia opiekuje juz od czerwca i do czerwca jeszcze w domu bedzie, powiedzcie mi, ilu w Polsce by sie na cos takiego zgodzilo? Albo nawet Polakow w Szwecji, jesli juz system w to mieszac mamy?), jest cudowne malenstwo, jest pies, ktory daje mi radosc zycia i ktory sens zyciu mojemu nadal 6 lat temu. Jest mieszkanie w spokojnej dzielnicy, ladnej, zielonej i jest firma wlasna. "Jaka to firma, z psami chodzisz", ktos powie. Tak, ale ja to czlowieku UWIELBIAM! Jestem na swiezym powietrzu, ruszam sie, spedzam dni ze zwierzetami (a nie z ludzmi, ktorzy mnie denerwuja), sama jestem sobie szefem, doksztalcam sie, mam zajecia prywatne z wlascicielami/opiekunami innych psow, ktorzy chca sie czegos o wychowaniu i psychologii czworonoga dowiedziec, sama zajmuje sie ksiegowoscia, kontaktem z klientami, marketingiem - no doslownie WSZYSTKIM. W mojej pracy nigdy nie jest nudno!
Jednak nie o tym mialo byc, mialo byc o artykule w Obcasach. Otoz to, wiedzialam, ze jesli skomentuje, ze kazdy jest kowalem swego losu i ze wiele z tego, co pani autorka w liscie pisze to jej odczucia, a nastawienie ludzi do nas mozna zmienic poprzez nasze nastawienie do nas samych i do innych, ze jesli ten komentarz sie pojawi to za moment ktos mnie oswieci, ze racji nie mam, bo tutejsi i tak maja mnie za glupia, mimo ze ja tego nie odczuwam.

A ja sie nie zgodze.

I pamietam, jak do Szwecji przyjechalam 2006 i aktywna bylam na pewnym polskim portalu - gdy staruszkowie mieszkajacy juz tu parenascie lat mowili, ze zmieni mi sie to pozytywne nastawienie do swiata i do Szwedow jak tu troche dluzej pomieszkam, ze nie da sie nic powiedziec po roku, dwoch, trzech... Dzis juz jest ponad dziesiec lat i co? Jakos nie czuje sie przez Szwecje oszukana, nadal uwazam, ze warto bylo tu przyjechac, ze sie odnalazlam tutaj i ze mi sie tutaj podoba, nawet jesli liczba samobojstw w rzeczywistosci wyzsza jest niz media glosza, bo o niektorych rzeczach w tym kraju mowic sie publicznie nie powinno.
Taka jest Szwecja i ja ja taka akceptuje. A ona mnie.

9 komentarzy:

  1. Zamieniłam słowo Szwecja na Norwegia i pasuje mi to doskonale :) ej, nie jest z Twoim polskim tak zle, bo ładnie sie rozpisałas :)
    Myśle, ze dobrze Cię rozumiem i naprawdę mam bardzo podobne odczucia. Trochę sie nawet ucieszyłam, ze napisałaś o zapominaniu języka, ja juz od pewnej chwili to czuje i trochę mi wstyd, nie mowię o tym głośno, tylko zwyczajnie mniej sie odzywam/pisze. Łatwiej mi czasami po norwesku ...
    W Norwegii sie odnajduje, nie mam kompleksu bycia emigrantka, jak mnie lubią to fajnie, a jak nie to kij im w oko ;)
    W Polsce ogromnie mi dziwnie, ostatni pobyt jakoś to uczucie dziwności spotęgował, ale jeszcze sobie tego w głowie nie ułożyłam do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myslalam, ze to tylko ja mam tak, ze sie nie odzywam juz tak duzo, jak kiedys - ze wzgledow wlasnie jezykowych.

      Usuń
  2. Emi ! W ogole nie odczuwam,zeby Twoje teksty stracily na wartosci. Moze faktycznie nie czytasz ksiazek, nie uzywasz juz tak czesto jezyka polskiego, ale ja tego nie odczuwam. Natomiast odczuwam zawsze potrzebe przeczytania Twojego posta, bo fajnie wiedziec jak zyje sie gdzie indziej, i jakie czlwiek ma przemyslenia. Wiec nie poddawaj sie i nie sugeruj takimi nyslami jak " czy napisalam z bledem" albo "czy ktos mnie jeszcze czyta?". Rob to,na co Ty masz ochote i jak czujesz :-)
    Powiem Ci tylko,ze czytajac to odczuwam podziw. Jestes bardzo dzielna, odwazna i nigdy w sobie tego nie zatrac. Jest jak mowisz- wszystko zaczyna sie w naszych glowach.
    Jeszcze wracajac do weny tworczej...wydaje mi sie,ze ja etz kiedys pisalam bardziej ciekawie, ale nie pod wzgledem jezykowym, a opisywaniu historii, ktore mnie spotkaly- zawsze czulam w nich magie. Pozniej pisalam wyrywkowo, ubogo, ale rowniez dlatego,bo przez rozne zyciowe turbolencje weny nie mialam. Dzis jest juz nowy rozdzial w moim zyciu...
    A skoro jestesmy wirtualnie "blisko" to powiem Ci tylko,ze wlasnie rozstalam sie z narzeczonym. I znowu ejstem szczesliwa :-)
    Sprezyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I teraz zobacz.. Ja Polka, czytajaca polskie ksiazki i uzywajaca w wiekszosci jezyka polskiego pisze chaotycznie i z iloma powtorzeniami. O wstydzie :P

      Usuń
    2. No to bede pisac :-*

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie, że piszesz inaczej niż na Szalecie Miejskim, bo do tamtego czasu, trochę się zmieniło w życiu, w jego odczuwaniu i widzeniu. I dobrze. Najfajniejsze jest to, że nadal czyta się Ciebie tak samo dobrze, jak wtedy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ostatnio stwierdzila, debilem językowym i w zadnym jezyku tak naprawdę płynnie i 'poetycko' nie mowie. jestem pomiędzy jednym i drugim. i polskiego zapominam:(

    OdpowiedzUsuń