wtorek, 9 października 2012

Jesienna depresja

Przyznaje sie bez bicia - dorwala mnie jesienna depresja. Rozmawialam w miniony weekend z Panem Mezem, glosno zastanawiajac sie, dlaczego w ubieglym roku mnie nie dopadla (pewna bylam, ze to z powodu przebywania tyle godzin dziennie na swiezym powietrzu). Pan Maz, pytaniem na pytanie:
Moze w ubieglym roku nie bylo az takiej pogody?
Oczywiscie! Przeciez to o to chodzi!!

Pamietam jak zeszlej jesieni jeden z wlascicieli "moich" czworonogow napisal mi karteczke:
Jak bedzie na zewnatrz taka prawdziwa, jesienna szaruga nie musicie spacerowac. Mozecie siedziec u mnie. Dla mnie najwazniejsze, zeby B. mial w tym czasie towarzystwo
I podczas rozmowy z Panem Mezem przypomnialo mi sie, ze smialam sie z tej karteczki wtedy, bo slonce swiecilo calusienka jesien, padalo tyle dni, ze na palcach jednej reki mozna policzyc i w ogole... Chodzilam tylko i kolory fotografowalam z pasja. A dzis?

Mielismy dwa sloneczne dni. Piatek i sobote. Takie prawdziwie sloneczne. Od razu zrobilo mi sie lepiej! Niestety, dzis mamy wtorek. A ja znowu w biegu, z dziwnym uczuciem w zoladku...
Wrzody?

Ok, zamykam bloga i spadam sie uczyc.

czwartek, 4 października 2012

Komputerowo-klawiaturowe M

Moje umiejetnosci kierowcy wcale nie byly az tak slabe. Niestety jeszcze noca u tesciowej rozmyslajac doszlam do wniosku, ze mimo wszystko przeczucie mam, ze samochod nam zdechnie w drodze do domu - i mialam stuprocentowa racje.
Samochod wiec mialam - 2.5 godziny... Potem poltorej godziny czekania na pomoc drogowa, holowanie do Gävle, tam pociag do stolicy... Jak wyjechalismy z samochodem o 6.30 tak do domu dotarlismy bez i to dopiero o 14.00...

A to jeszcze nie wszystko! Z racji braku samochodu i pomocy meza (a wiec braku dostepu do tramwaju, jak juz pisalam ostatnio), postawilam sobie w pozycji strategicznej rower we wtorek. W srode przygotowana na odebranie i co? W polowie drogi do domu ROWER SIE ZEPSUL!! Linka od przerzutek pekla!

GREAT. JUST GREAT!

Ani samochodu, ani roweru, ani transportu publicznego.
20km do przebycia - praktycznie we wszystkie dni robocze.

Z drugiej jednak strony to w sumie fajnie tak sobie pomyslec, ze co tydzien moge sobie dopisac ponad 100km, ktore PRZECHODZE NA WLASNYCH NOGACH!
(nie ma to jak myslec pozytywnie)

Pensjonatow dla psow nie obejrzalam, swojego czworonoga nie mam gdzie zostawic na urlopie za 3 tygodnie, w zwiazku z tym zamiast gdzies do sloneczka wybierzemy sie chyba do przyslowiowej dupy na raki.

A zeby tego malo bylo - psuje mi sie komputerowo-klawiaturowe
M
...