sobota, 29 grudnia 2012

Dom (a raczej jego cien)

Przegladalismy ostatnio ogloszenia o domach na sprzedaz w naszym wojewodztwie. Wystarczajaco daleko, zeby nie miec do czynienia z "miastowymi" ludzmi. Wystarczajaco blisko, aby mozna ewentualnie jeszcze na poczatku zachowac tutejsza prace.
Wydaje mi sie, ze kiedy nadejdzie TEN dzien, uda nam sie cos znalezc :-)

Siedze i marze... Najpierw moja szkola, w miedzyczasie miejmy nadzieje cos nam sie urodzi (miejsce numer 1 na to-do-list 2013 jest wizyta u lekarza, w koncu cos z tym trzeba zrobic), a potem jak juz nadejdzie TEN czas...

OOO!!!

Bedzie dom to bedzie i sznaucer olbrzym w rodzinie! To juz postanowione!

czwartek, 27 grudnia 2012

Boze Narodzenie 2012

Cos przed Swietami zaczelam skrobac, ale konca nie doskrobalam i jakos mi za nic to teraz do niczego nie pasuje. W zwiazku z tym zaczynam na nowo. Moze sie uda.

Po raz kolejny spedzalam Boze Narodzenie poza granicami Polski. Po paru latach mozna sie przyzwyczaic. Jedyne, co wprowadzalo mnie w melancholijna nostalgie to brak jakichkolwiek gosci - w koncu takie Swieta chcialoby sie spedzac w gronie licznym, przynajmniej z kims dodatkowym z rodziny, a do nas jakos nikomu nie bylo po drodze. Szkoda, bo jedzonko zrobilismy pyszne i jedzonka zrobilismy duzo ;-) Do tego jeszcze nie siedzielismy na czterech literach przy stole non stop, tylko obowiazkowe 10km piechotka zrobilismy. I bialo bylo tez, dokladnie tak, jak w grudniu byc powinno.

Np. w Wigilie spakowalismy pierniczki i grzane wino jeszcze przed kolacja i wybralismy sie do dzielnicy Bromma Kyrka na male, zimowe piknikowanie.



Moja poleczka z prezentami zapelnila sie jeszcze przed Swietami. Widac klienci moi zadowoleni z mojej pracy. Zdjecia poleczki nie zaprezentuje, bodajze pojawilo sie na Instagramie moim. Powtarzac sie nie chce (jakby co).

Musze sie przyznac, ze teskni mi sie za Szaletem Miejskim czasami... Podoba mi sie nowy blog.onet.pl i moze sie jeszcze zdarzyc, ze wroce.

wtorek, 11 grudnia 2012

Zasypalo nas i nadal sypie

Niewiele ponad tydzien dopiero ta zima trwa, a ja do osob kochajacych zime naleze, ale szczerze mowiac, to juz sie zmeczylam.

Zasypani.
Sypie nadal.

Odsniezanie. Tym ostatnio zyje. I przedzieraniem sie przez zaspy. Codziennie klne, ze nie mam sanek, to naprawde wykorzystalabym pomysl zrobienia psiego zaprzegu - bo tym wygodniej by sie czlowiek poruszal w tej zimowej krainie niz samochodem.

Wiem. Narzekam.
Sama samochod chcialam, prawda? To teraz mam, a wraz z tym slizgawki, zawieje, zamiecie - w ubiegla srode cztery razy stalam w zaspach w ciagu mojego dnia pracy. Wlasna dwojka jednak niewiele pomoze, bo przy takiej pogodzie tempo spaceru nie przekracza chyba 3km/h. Opoznienia bylyby jeszcze bardziej odczuwalne niz obecnie.
Wiec mam za to odsniezanie pare razy dziennie, skoki adrenaliny przy wjazdach pod gorke (dojedzie? nie dojedzie? dojedzie? stanie?) i walki o miejsca parkingowe, te odsniezone.

Chcialam zime, to mam. A co!
Tylko ja sobie zyczylam takiej mroznej i slonecznej. Snieg - owszem, ale tak maksymalnie ze 30cm, a nie metr (no dobra, przesadzam, metru nie mamy, ogolnie jest z pol metra, w niektorych miejscach tylko, gdzie plugi zlozyly snieg, ktorego nikt nie chcial, sa zaaspy o wysokosci 2.5-3m). A jeszcze jak mi w pogodzie mowia, ze temperatura ma byc w okolicach zera (pluchowo - ciezko chodzic, w nocy i nad ranem lodowisko), wietrzysko ma wiac z predkoscia 6-10m/s, a snieg sypac codziennie, to w ogole odechciewa mi sie wszystkiego i w sen zimowy chcialabym zapasc.

Z drugiej jednak strony... Kiedy czlowiek bedzie zadowolony? Zycie ucieknie sprzed nosa. Potrzeba troche wiecej radosci, a troche mniej narzekania.
Stad ponizsze zdjecia.
Ma sie swoje momenty ;-)





poniedziałek, 3 grudnia 2012

Zima

Zrobilo sie bialo i pieknie. Prawdziwie zimowo i jakos nie mam nic przeciwko wszystkim wokol swiatecznym dekoracjom - wszakze juz grudzien do nas zawital.

Kolejny poniedzialek. Kolejny tydzien pracy. Odliczac juz mozna do nastepnego dluzszego wolnego. Dwa tygodnie w okolicach Swiat sie szykuja, odpoczne =) Zawitam chwilowo do Polski, bo dawno nie bylam.

Najpierw bedzie trzeba jednak przeczolgac sie przez zaspy. Twarz wysmarowac jakims paskudnym, tlustym kremem, bo przebywanie szesc godzin na powietrzu o temperaturze -17 stopni swoje skorze robi. Nie narzekam jednak, bo uwielbiam, kiedy jest wlasnie tak: bardzo mrozno, bardzo bialo i... slonecznie! Bo tak to juz pora zimowa jest, chcesz slonce, musisz zaakceptowac mroz. Zreszta mroz fajny jest. Psy suche. Buty suche. Wszelkiego rodzaju bakterie i wirusy ukryte gdzies siedza, bo nie lubia takiej pogody (z czego ciesze sie najbardziej!!). Powietrze swieze, czyste, czasami powoduje kaszel, ale to kwestia odpowiedniego oddychania. Ubranie obowiazkowo "na cebulke", zadna zima mi nie straszna :-D


Bo jak mozna nie lubic czegos tak pieknego, jak na zdjeciu powyzej?!