wtorek, 11 grudnia 2012

Zasypalo nas i nadal sypie

Niewiele ponad tydzien dopiero ta zima trwa, a ja do osob kochajacych zime naleze, ale szczerze mowiac, to juz sie zmeczylam.

Zasypani.
Sypie nadal.

Odsniezanie. Tym ostatnio zyje. I przedzieraniem sie przez zaspy. Codziennie klne, ze nie mam sanek, to naprawde wykorzystalabym pomysl zrobienia psiego zaprzegu - bo tym wygodniej by sie czlowiek poruszal w tej zimowej krainie niz samochodem.

Wiem. Narzekam.
Sama samochod chcialam, prawda? To teraz mam, a wraz z tym slizgawki, zawieje, zamiecie - w ubiegla srode cztery razy stalam w zaspach w ciagu mojego dnia pracy. Wlasna dwojka jednak niewiele pomoze, bo przy takiej pogodzie tempo spaceru nie przekracza chyba 3km/h. Opoznienia bylyby jeszcze bardziej odczuwalne niz obecnie.
Wiec mam za to odsniezanie pare razy dziennie, skoki adrenaliny przy wjazdach pod gorke (dojedzie? nie dojedzie? dojedzie? stanie?) i walki o miejsca parkingowe, te odsniezone.

Chcialam zime, to mam. A co!
Tylko ja sobie zyczylam takiej mroznej i slonecznej. Snieg - owszem, ale tak maksymalnie ze 30cm, a nie metr (no dobra, przesadzam, metru nie mamy, ogolnie jest z pol metra, w niektorych miejscach tylko, gdzie plugi zlozyly snieg, ktorego nikt nie chcial, sa zaaspy o wysokosci 2.5-3m). A jeszcze jak mi w pogodzie mowia, ze temperatura ma byc w okolicach zera (pluchowo - ciezko chodzic, w nocy i nad ranem lodowisko), wietrzysko ma wiac z predkoscia 6-10m/s, a snieg sypac codziennie, to w ogole odechciewa mi sie wszystkiego i w sen zimowy chcialabym zapasc.

Z drugiej jednak strony... Kiedy czlowiek bedzie zadowolony? Zycie ucieknie sprzed nosa. Potrzeba troche wiecej radosci, a troche mniej narzekania.
Stad ponizsze zdjecia.
Ma sie swoje momenty ;-)





1 komentarz: