czwartek, 4 października 2012

Komputerowo-klawiaturowe M

Moje umiejetnosci kierowcy wcale nie byly az tak slabe. Niestety jeszcze noca u tesciowej rozmyslajac doszlam do wniosku, ze mimo wszystko przeczucie mam, ze samochod nam zdechnie w drodze do domu - i mialam stuprocentowa racje.
Samochod wiec mialam - 2.5 godziny... Potem poltorej godziny czekania na pomoc drogowa, holowanie do Gävle, tam pociag do stolicy... Jak wyjechalismy z samochodem o 6.30 tak do domu dotarlismy bez i to dopiero o 14.00...

A to jeszcze nie wszystko! Z racji braku samochodu i pomocy meza (a wiec braku dostepu do tramwaju, jak juz pisalam ostatnio), postawilam sobie w pozycji strategicznej rower we wtorek. W srode przygotowana na odebranie i co? W polowie drogi do domu ROWER SIE ZEPSUL!! Linka od przerzutek pekla!

GREAT. JUST GREAT!

Ani samochodu, ani roweru, ani transportu publicznego.
20km do przebycia - praktycznie we wszystkie dni robocze.

Z drugiej jednak strony to w sumie fajnie tak sobie pomyslec, ze co tydzien moge sobie dopisac ponad 100km, ktore PRZECHODZE NA WLASNYCH NOGACH!
(nie ma to jak myslec pozytywnie)

Pensjonatow dla psow nie obejrzalam, swojego czworonoga nie mam gdzie zostawic na urlopie za 3 tygodnie, w zwiazku z tym zamiast gdzies do sloneczka wybierzemy sie chyba do przyslowiowej dupy na raki.

A zeby tego malo bylo - psuje mi sie komputerowo-klawiaturowe
M
...

2 komentarze:

  1. Ale po kiepskim czasie zawsze przychodzi ten dobry ... podziwiam Cię za te przechodzone km :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmasowana złośliwość rzeczy martwych.

    OdpowiedzUsuń