Samochod wiec mialam - 2.5 godziny... Potem poltorej godziny czekania na pomoc drogowa, holowanie do Gävle, tam pociag do stolicy... Jak wyjechalismy z samochodem o 6.30 tak do domu dotarlismy bez i to dopiero o 14.00...
A to jeszcze nie wszystko! Z racji braku samochodu i pomocy meza (a wiec braku dostepu do tramwaju, jak juz pisalam ostatnio), postawilam sobie w pozycji strategicznej rower we wtorek. W srode przygotowana na odebranie i co? W polowie drogi do domu ROWER SIE ZEPSUL!! Linka od przerzutek pekla!
GREAT. JUST GREAT!
Ani samochodu, ani roweru, ani transportu publicznego.
20km do przebycia - praktycznie we wszystkie dni robocze.
Z drugiej jednak strony to w sumie fajnie tak sobie pomyslec, ze co tydzien moge sobie dopisac ponad 100km, ktore PRZECHODZE NA WLASNYCH NOGACH!
Pensjonatow dla psow nie obejrzalam, swojego czworonoga nie mam gdzie zostawic na urlopie za 3 tygodnie, w zwiazku z tym zamiast gdzies do sloneczka wybierzemy sie chyba do przyslowiowej dupy na raki.
A zeby tego malo bylo - psuje mi sie komputerowo-klawiaturowe
M
Ale po kiepskim czasie zawsze przychodzi ten dobry ... podziwiam Cię za te przechodzone km :))
OdpowiedzUsuńZmasowana złośliwość rzeczy martwych.
OdpowiedzUsuń