piątek, 16 marca 2012

Wolny, wspolny weekend (co do godziny)

Weekend wolny wspolnie z mezem? Yes, please. Problem w tym, ze i tak zaladowany zajeciami.

Dzien jutrzejszy zaczynam od spotkania z podpisaniem umowy o godzinie 10.30, nastepnie o 11.30 wyprowadzam jednego z moich stalych klientow (dodatkowa praca w weekend), o godzinie 13.00 jestem w miescie na kursie z pierwszej pomocy dla psow. Kurs konczy sie o 16.00, jade prosto z powrotem do klienta wyzej wspomnianego na spacer i w domu bede dopiero tak na 18.30-19.00. I tyle meza zobacze. Pewnie padnieta...

W niedziele pobudka o 7.30 i wielka wycieczka do lasu w Lövsta na zachod od Sztokholmu. Bedziemy tam tropic, tzn. Brodacz bedzie tropil a ja bede sie uczyc teorii w praktyce i krytykowac innych uczestnikow, i sama znosic krytyke innych. W domu na 14.00 i niby wolne, ale... Pana Meza niet. On za to ma mecz w swoje ukochane kregle o 13.00 i wroci jakos na 18.00.

I tyle wolnego, wspolnego weekendu ;-)
A ostatnio wolne razem mielismy jakos na poczatku lutego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz