niedziela, 20 maja 2012

Praca, praca, praca...

Wydaje mi sie, ze trace tylko czas siedzac na tapczanie z komputerem na kolanach, mezem przy boku i kolejna juz prognoza pogody w telewizji, podczas gdy za oknem przepiekna pogoda... Wychodze jednak z zalozenia, ze piekna pogoda jeszcze zdaze sie nacieszyc (w nadchodzacym tygodniu np. nie ma ani jednego dnia swiatecznego, wiec po paru tygodniach z przerwami nadchodzi pierwszy pieciodniowy) - w cztery z pieciu dni pracujacych (firma) spedzam prawie osiem godzin na dworze, a dnia piatego okolo szesc; i to tylko w pracy, do tego jeszcze dodac trzeba wieczorne agility i spacery z wlasnym czworonogiem... Zdazy mi sie to slonce zdecydowanie przejesc - jasne, fajnie jest jak jest cieplo i slonecznie jak sie totalnie nic do roboty nie ma i mozna lezec na plazy, ale ta sama pogoda jest niesamowicie uciazliwa, gdy caly dzien spedza sie biegajac - psy wykonczone, ja wykonczona, pot sie leje, wody brakuje... I to juz przy 18 stopniach... Co bedzie, gdy termometr podskoczy o 5-15 stopni?

Do tego jeszcze dzien dzisiejszy to moj ostatni dzien wolny na jakis czas - od jutra zaczynam moj maraton, piec dni w firmie, dwa jako zatrudniona, piec dni w firmie, dwa jako zatrudniona... Zero weekendu, zero wolnego. Praca srednio 7.5 godziny dziennie.

Mysl, ktora mnie pociesza, to to, ze po tych dwoch tygodniach nastepuje jeden, w ktorym sroda jest dniem wolnym od pracy (6.06; szwedzkie swieto narodowe). Co prawda przyjmujemy wtedy pieska w nasze progi (zostanie z nami 12 dni), ale to dopiero wieczorem, zdaze odpoczac. A potem dwa dni pracy i weekend =)
Popracujemy do 21.czerwca i urlop =) Cudownie, pieknie, wspaniale... It keeps me going =)

A tymczasem wiosna szybciochem zmienia sie w lato...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz