Nie pamietam, kiedy ostatnio mialam wolne. Wreszcie sie doczekalam. Co prawda jutro wieczorem przyjmujemy w naszych progach czworonoznego goscia, ale to dopiero wieczorem. Do tego czasu jestem calkowicie wolna! 16 dni pracy pod rzad, gdzie najkrotsze byly niedziele (wyjazd o 7.00, powrot o 13.00), a budzik dzwonil niemilosiernie codziennie miedzy 5.00 a 7.00, dobiegly konca.
Wiadomo, 7.00 to nie blady swit, ale biorac pod uwage, ze obie moje prace sa bardzo fizycznie wymagajace, a zdrowie nie zawsze nadaza tym samym tempem, co reszta swiata, potrzeba mi troche wiecej odpoczynku niz przecietnemu czlowiekowi.
Wiec ciesze sie na pierwszy poranek bez budzika. Z cala pewnoscia obudze sie jak do pracy, ale swiadomosc, ze nigdzie mi sie nie spieszy, jest relaksujaca sama w sobie.
Bloguje w ogole regularnie, ale po szwedzku i o pieskach only. Polska wena poszla jakos w sina dal. Chcialabym tyle opowiedziec, ale nie wiem jak, w zwiazku z tym trzymam w sobie i nie wiem, czy na dobre mi to wyjdzie.
Niektorymi rzeczami jednak nie ma czlowiek ochoty dzielic sie publicznie. Z przyjacielem to co innego, ale ze takiej osoby na horyzoncie nie widze (z wyjatkiem Meza, ale ilez mu mozna gadac?), to pieskom opowiadam, a ludzie patrza jak na glupia.
Co mi tam.
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz