wtorek, 7 sierpnia 2012

Z pseudologia na ty...

Zapomnialam cos o tym blogu przez pewien czas, pojawialam sie troche na onecie w to lato, ale tam nie ma miejsca na osobiste wyzalanie sie - a taki czas teraz nadszedl.

Nie wiem, co myslec o tym lecie. Zaczelo sie fantastycznie - czerwcowym wypadem do Jämtland i moim pierwszym (i z cala pewnoscia nie ostatnim) wloczeniem sie po szwedzkich gorach. Relacja dosc dokladna w wielu czesciach w Szalecie Miejskim. Potem pare dni u Tesciowej wraz z reszta rodziny Pana Meza... Jak dotad zupelnie spoko. Szykowala sie wizyta mamy, na ktora czekalam dosc dlugo i bardzo sie cieszylam.

W miedzyczasie jednak, jako ze wiekszosc z moich pieskow mialo wolne, pomyslalam sobie, ze moge swoje wolne wykorzystac, zeby pomoc komus jeszcze i odpowiedzialam na ogloszenie na jednym z najwiekszych szwedzkich serwisow - nocna opieka nad mloda suczka.

Oooo, jak ja zaluje tego kroku!!

W szczegoly wchodzic nie chce, krotko powiem, ze zrezygnowalam dosc szybko, bo pies byl okropnie zestresowany i w ogole nie przygotowany do zostania z calkiem obcymi osobami, do tego jeszcze bardzo negatywnie nastawiony do mojego kochanego Brodacza (do tego stopnia, ze biedak moj prosil sie o to, zeby zamknac go w sypialni, byle od niej jak najdalej). Pieniadze wzielam tylko za te noce, w ktore pies byl u nas, mimo ze zabukowala mnie wlascicielka na dluzej i nie moglam nikomu miejsca odstapic (a mnie nawet moi stali klienci prosili i musialam odmowic!), i wlasciwie na dobra sprawe powinna zaplacic wiecej. Ale co tam, najwazniejsze, zeby u nas zapanowal spokoj i zeby ten pies znalazl sie w miejscu, w ktorym czuje sie bezpiecznie. Moze z osoba, ktora zna od szczeniecia? Moze z osoba, ktora nie ma zadnych innych psow w tym samym czasie?

W miniony weekend dostalam wiadomosc. Wlascicielka zestresowanej suczki rozpisuje nie wiadomo co na swojej fejsbukowej scianie. Zajrzalam - faktycznie! Pies niby u mnie nie wychodzil na dwor i nie mial wody ani miejsca do spania... I ze teraz niby masa problemow wystapila, ktorych wczesniej nie bylo, a do ktorych niby ja sie przyczynilam...
Ciekawe tylko, dlaczego opowiadala mi przy pierwszym spotkaniu przed podpisaniem umowy o pochodzeniu psa (bledach w socjalizacji u hodowcy) i wlasnie o problemach z atakami (ktore wedlug jej najnowszych donosow NIGDY sie nie zdarzyly wczesniej... zgroza, wszystko bym dala za to, by miec nagranie jej pierwszej wypowiedzi SPRZED tych nieszczesnych trzech-czterech nocy, kiedy chodzilismy po scianach niemalze, zeby suce dogodzic, a ktora niestety nie mogla sie uspokoic choc nie wiem jak sie staralismy).

No, napisalam troche za duzo, ale takie rozpisanie sie zdecydowanie mi ulzylo. Mialam zglaszac na policje o pomowienie, dowody mam (swiadkowie, kopie jej wpisow w internecie), ale podchodze do tego z niechecia.
Nie chce wchodzic w wieksze konflikty z mitomaniaczka. Chce za to pracowac dalej z tym, co kocham. W koncu zadowolonych klientow, zarowno dwunoznych jak i czworonoznych, mi nie brakuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz