Dopiero wtorek, a ja juz nog nie czuje. Wczoraj rozpoczal sie u mnie jesienny semestr. Jeszcze tylko jeden piesek jest w tym tygodniu na urlopie, cala reszta juz z powrotem i lecimy z koksem.
Dzien zaczynam teraz troche na zmiane - opcja pierwsza z budzikiem o 6.15, spacerem z Brodaczem wlasnym, kubkiem kawy i przyjeciem pierwszego "obcego" czworonoga pod swoj dach zaraz po godzinie 7.00; opcja druga z budzikiem o 7.15 i... dalej to samo. W niektore weekendy pojawia sie trzecia opcja z budzikiem o 5.00, ale na razie jeszcze poltora tygodnia do niej w najblizszym czasie.
Do domu dostarczane sa teraz czworonogi dwa, plci meskiej labrador (linie mysliwskie, Field lines, takiego bym chciala nawet ja) i plci zenskiej toller (pelna nazwa: Nova Scotia Duck Tolling Retriever). No i jest tez oczywiscie sznaucer plci bardzo meskiej ;-)
W domu jestesmy chwilke wszyscy razem, a zaraz przed 9.30 wybieramy sie - ja i trojka czworonoznych przyjaciol - na nasze podboje okolicy, czyli spacery z innymi psami. I tak lazimy i lazimy. A z racji tego, ze tramwajem czy autobusem wolno tylko dwa pieski tej wielkosci na osobe (tej wielkosci oznacza tu takie, ktore nie mieszcza sie w torebce lub malej klatce), to cale przedpoludnie odbywa sie obecnie biegiem, zeby zdazyc... Po poludniu moglabym juz pomoc sobie troche tramwajem, ale niestety mam tez pieski w okolicy, w ktorej nie ma ani autobusow, ani tramwaju, a ludzie poruszaja sie samochodami (ja takiego luksusu nie posiadam).
Dzis noga moja postala w domu dopiero po 16.00. Zmeczona, obolala, glodna. Dzis dodatkowo jeszcze niewyspana, bo sie tak stresowalam tym dzisiejszym dniem (mialam do zaprezentowania sobie wzajemnie dwie suki, jedna mloda, druga bardzo stara, czyli sytuacja typu "wszystko sie moze zdarzyc"), ze wczoraj nie moglam wcale usnac...
Do tego jeszcze telefony sie urywaja. Ludziom sie nagle przypomina, ze jesien sie zaczela, ze urlop sie skonczyl i ze do pracy wracac trzeba. A co z psem? ;-)
Ide obiad robic lepiej...
Czasami zazdroszczę Ci Twojej pracy :)
OdpowiedzUsuńAle tylko czasami ;-)
UsuńHej Emi!
OdpowiedzUsuńZebrałam się w końcu i odwiedziłam Twój nowy adres w blogowej sferze. I nie wiem dlaczego, ale podoba mi się tutaj bardziej niż poprzednio. Po przeczytaniu tych kilku postów nachodzi mnie wrażenie (mogę się mylić więc wybacz nadinterpretację), że tutaj jesteś bardziej sobą. I tylko tak trzymać :-)
Zmieniam więc Twój adres w moich linkach na em-igrantkę :-)
Pozdrawiam
Verita
Blogowanie nigdy nie mialo na celu ukazania stuprocentowej mnie. Dzielic sie soba - tak, ale zdecydowanie pod kontrola.
UsuńJednakze do takiego pisania potrzeba umiejetnosci operowania slowem, a ja niestety w tym juz dobra nie jestem...
Ja również wśród tych zazdroszczących Ci Twojej pracy :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuń