Z rocznym opoznieniem. Pozytywnie. Z odrobina niepewnosci. Z nadzieja na przyszlosc.
Czuje, ze bede tu czesciej. Juz niedlugo...
środa, 19 marca 2014
wtorek, 30 kwietnia 2013
Bo jest...
Częściej miało być, a nie ma...
Bo jest agility.
I jest obedience.
I rally o'.
I dogwalking.
I praktyki na kursie posłuszeństwa "codziennego".
I słońce.
I tona książek.
I referaty do napisania.
I księgowość.
I deklaracja podatkowa.
I spotkania z potencjalnymi klientami.
I mąż też jest (jeszcze ;-)).
Mówię Wam, problemów z zasypianiem to ja nie mam ;-)
Bo jest agility.
I jest obedience.
I rally o'.
I dogwalking.
I praktyki na kursie posłuszeństwa "codziennego".
I słońce.
I tona książek.
I referaty do napisania.
I księgowość.
I deklaracja podatkowa.
I spotkania z potencjalnymi klientami.
I mąż też jest (jeszcze ;-)).
Mówię Wam, problemów z zasypianiem to ja nie mam ;-)
sobota, 6 kwietnia 2013
Telefoniczny blogger
Zainstalowałam bloggera w telefonie i być może będę mogła pojawiać się tu częściej :-) Bo nie jest to tak, że jestem cały czas tak zajęta, że nie mogę się odezwać - często po prostu jak już mam chwilkę, to po prostu nie mam siły na pisanie tak całkiem prywatne. Skrobnę coś na moim szwedzkim, psim blogu (dość często nawet), a tutaj jak cisza tak cisza.
Co z wiosną, pytacie? Jest zdecydowanie lepsza niż w Polsce, bo przez ostatnie dwa-trzy tygodnie mieliśmy przepiękne słońce. Trawniki już od dawna widoczne, ptaki śpiewają i wiją gniazda, przebiśniegi i krokusy to widok codzienny. Mróz nocami niestety nie pozwala jeszcze na nazwanie tego wszystkiego wiosną, ale oglądając zdjęcia z Polski mogę zdecydowanie powiedzieć, że jednak u nas jest.
Podobno jednak i nas opady śniegu nie ominą - u teściowej ma spaść 10-20cm w najbliższych dniach, u nas marznąca mżawka na przemian ze śniegiem.
Lodowisko będzie wszędzie, nie ma co...
W połowie marca ubiegłego roku podobno było prawie 20 stopni na plusie. Mówię "podobno", bo szczerze mówiąc nie pamiętam!
Czworonożny biznes kręci się ładnie, trochę piesków się niestety rozchorowało, więc trzeba było odliczyć część przychodu, ale na szczęście nie aż tyle, żeby się to jakoś specjalnie odbiło na moim życiu - może za wyjątkiem tego, że grafik się trochę poprzestawiał i było mniej do roboty.
To jednak pozytywnie...
Żegnam się w ten weekend z moją starą pracą. Jako pomoc osoby niepełnosprawnej zaczęłam w listopadzie 2008, najpierw jako zastępstwo dla dziewczyny na macierzyńskim, a potem jakoś już zostałam... Przypadłyśmy sobie do gustu, ja i moja "pracodawczyni".
Za dużo jednak miałam na głowie wraz z założeniem firmy, więc zmieniłam umowę ze stałej na pracę dodatkową ok 1 weekendu w miesiącu. Teraz jednak po rozpoczęciu szkoły trenerskiej nie mam możliwości pojawiać się w tej pracy częściej niż raz na ruski rok, więc doszłyśmy do wniosku, że lepiej będzie, gdy zwolnię miejsce pracy komuś, kto tego bardziej potrzebuje.
I tym sposobem siedzę w metrze w drodze na weekend pożegnań.
Najbardziej chyba tęsknić będę za kotem... Pan Mąż niestety ma alergię, więc w naszym domu kota nigdy nie będzie :-( A ja lubię koty - i nawet rozumiem ich mowę, mimo że sama nigdy kota nie miałam, a i wiedzy teoretycznej specjalnie nie posiadam.
Miłego weekendu!
Co z wiosną, pytacie? Jest zdecydowanie lepsza niż w Polsce, bo przez ostatnie dwa-trzy tygodnie mieliśmy przepiękne słońce. Trawniki już od dawna widoczne, ptaki śpiewają i wiją gniazda, przebiśniegi i krokusy to widok codzienny. Mróz nocami niestety nie pozwala jeszcze na nazwanie tego wszystkiego wiosną, ale oglądając zdjęcia z Polski mogę zdecydowanie powiedzieć, że jednak u nas jest.
Podobno jednak i nas opady śniegu nie ominą - u teściowej ma spaść 10-20cm w najbliższych dniach, u nas marznąca mżawka na przemian ze śniegiem.
Lodowisko będzie wszędzie, nie ma co...
W połowie marca ubiegłego roku podobno było prawie 20 stopni na plusie. Mówię "podobno", bo szczerze mówiąc nie pamiętam!
Czworonożny biznes kręci się ładnie, trochę piesków się niestety rozchorowało, więc trzeba było odliczyć część przychodu, ale na szczęście nie aż tyle, żeby się to jakoś specjalnie odbiło na moim życiu - może za wyjątkiem tego, że grafik się trochę poprzestawiał i było mniej do roboty.
To jednak pozytywnie...
Żegnam się w ten weekend z moją starą pracą. Jako pomoc osoby niepełnosprawnej zaczęłam w listopadzie 2008, najpierw jako zastępstwo dla dziewczyny na macierzyńskim, a potem jakoś już zostałam... Przypadłyśmy sobie do gustu, ja i moja "pracodawczyni".
Za dużo jednak miałam na głowie wraz z założeniem firmy, więc zmieniłam umowę ze stałej na pracę dodatkową ok 1 weekendu w miesiącu. Teraz jednak po rozpoczęciu szkoły trenerskiej nie mam możliwości pojawiać się w tej pracy częściej niż raz na ruski rok, więc doszłyśmy do wniosku, że lepiej będzie, gdy zwolnię miejsce pracy komuś, kto tego bardziej potrzebuje.
I tym sposobem siedzę w metrze w drodze na weekend pożegnań.
Najbardziej chyba tęsknić będę za kotem... Pan Mąż niestety ma alergię, więc w naszym domu kota nigdy nie będzie :-( A ja lubię koty - i nawet rozumiem ich mowę, mimo że sama nigdy kota nie miałam, a i wiedzy teoretycznej specjalnie nie posiadam.
Miłego weekendu!
sobota, 16 lutego 2013
Pierwsza "jaskolka"...
W naszym bloku mieszka ktos, kto zajmuje sie uprawianiem (calkiem legalnych) roslinek na wieksza skale. W oknie lampa UV, ktora zyje swoim zyciem - juz przed szosta rano oswietla i ogrzewa nie tylko to, co zielone, ale i polowe podworka.
Dzis postanowilam rzucic tam okiem i oto jaki widok mnie zastal pod samiutkim Ktosia oknem:

Jednoczesnie informuje, ze 20cm dalej lezy 10cm sniegu. Poziom zmienial sie i osiagnal maksimum jakos w polowie grudnia, potem spadl do zera, pozniej znow podrozl do okolo 20cm. Sukcesywnie maleje, jednakze jeszcze nie mozna wiosny oczekiwac w najblizszych dniach.
Jednak patrzac na powyzsze zdjecie nadzieje zdecydowanie mam!
Dzis postanowilam rzucic tam okiem i oto jaki widok mnie zastal pod samiutkim Ktosia oknem:
Jednoczesnie informuje, ze 20cm dalej lezy 10cm sniegu. Poziom zmienial sie i osiagnal maksimum jakos w polowie grudnia, potem spadl do zera, pozniej znow podrozl do okolo 20cm. Sukcesywnie maleje, jednakze jeszcze nie mozna wiosny oczekiwac w najblizszych dniach.
Jednak patrzac na powyzsze zdjecie nadzieje zdecydowanie mam!
sobota, 29 grudnia 2012
Dom (a raczej jego cien)
Przegladalismy ostatnio ogloszenia o domach na sprzedaz w naszym wojewodztwie. Wystarczajaco daleko, zeby nie miec do czynienia z "miastowymi" ludzmi. Wystarczajaco blisko, aby mozna ewentualnie jeszcze na poczatku zachowac tutejsza prace.
Wydaje mi sie, ze kiedy nadejdzie TEN dzien, uda nam sie cos znalezc :-)
Siedze i marze... Najpierw moja szkola, w miedzyczasie miejmy nadzieje cos nam sie urodzi (miejsce numer 1 na to-do-list 2013 jest wizyta u lekarza, w koncu cos z tym trzeba zrobic), a potem jak juz nadejdzie TEN czas...
OOO!!!
Bedzie dom to bedzie i sznaucer olbrzym w rodzinie! To juz postanowione!
Wydaje mi sie, ze kiedy nadejdzie TEN dzien, uda nam sie cos znalezc :-)
Siedze i marze... Najpierw moja szkola, w miedzyczasie miejmy nadzieje cos nam sie urodzi (miejsce numer 1 na to-do-list 2013 jest wizyta u lekarza, w koncu cos z tym trzeba zrobic), a potem jak juz nadejdzie TEN czas...
OOO!!!
Bedzie dom to bedzie i sznaucer olbrzym w rodzinie! To juz postanowione!
czwartek, 27 grudnia 2012
Boze Narodzenie 2012
Cos przed Swietami zaczelam skrobac, ale konca nie doskrobalam i jakos mi za nic to teraz do niczego nie pasuje. W zwiazku z tym zaczynam na nowo. Moze sie uda.
Po raz kolejny spedzalam Boze Narodzenie poza granicami Polski. Po paru latach mozna sie przyzwyczaic. Jedyne, co wprowadzalo mnie w melancholijna nostalgie to brak jakichkolwiek gosci - w koncu takie Swieta chcialoby sie spedzac w gronie licznym, przynajmniej z kims dodatkowym z rodziny, a do nas jakos nikomu nie bylo po drodze. Szkoda, bo jedzonko zrobilismy pyszne i jedzonka zrobilismy duzo ;-) Do tego jeszcze nie siedzielismy na czterech literach przy stole non stop, tylko obowiazkowe 10km piechotka zrobilismy. I bialo bylo tez, dokladnie tak, jak w grudniu byc powinno.
Np. w Wigilie spakowalismy pierniczki i grzane wino jeszcze przed kolacja i wybralismy sie do dzielnicy Bromma Kyrka na male, zimowe piknikowanie.
Moja poleczka z prezentami zapelnila sie jeszcze przed Swietami. Widac klienci moi zadowoleni z mojej pracy. Zdjecia poleczki nie zaprezentuje, bodajze pojawilo sie na Instagramie moim. Powtarzac sie nie chce (jakby co).
Musze sie przyznac, ze teskni mi sie za Szaletem Miejskim czasami... Podoba mi sie nowy blog.onet.pl i moze sie jeszcze zdarzyc, ze wroce.
Po raz kolejny spedzalam Boze Narodzenie poza granicami Polski. Po paru latach mozna sie przyzwyczaic. Jedyne, co wprowadzalo mnie w melancholijna nostalgie to brak jakichkolwiek gosci - w koncu takie Swieta chcialoby sie spedzac w gronie licznym, przynajmniej z kims dodatkowym z rodziny, a do nas jakos nikomu nie bylo po drodze. Szkoda, bo jedzonko zrobilismy pyszne i jedzonka zrobilismy duzo ;-) Do tego jeszcze nie siedzielismy na czterech literach przy stole non stop, tylko obowiazkowe 10km piechotka zrobilismy. I bialo bylo tez, dokladnie tak, jak w grudniu byc powinno.
Np. w Wigilie spakowalismy pierniczki i grzane wino jeszcze przed kolacja i wybralismy sie do dzielnicy Bromma Kyrka na male, zimowe piknikowanie.
Moja poleczka z prezentami zapelnila sie jeszcze przed Swietami. Widac klienci moi zadowoleni z mojej pracy. Zdjecia poleczki nie zaprezentuje, bodajze pojawilo sie na Instagramie moim. Powtarzac sie nie chce (jakby co).
Musze sie przyznac, ze teskni mi sie za Szaletem Miejskim czasami... Podoba mi sie nowy blog.onet.pl i moze sie jeszcze zdarzyc, ze wroce.
piątek, 14 grudnia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
