Szybciochem tylko sie pochwale, ze coreczka urodzila sie 1/11, dokladnie w terminie, cala i zdrowa i dzis wlasnie ma 2 tygodnie. eM w tym czasie zdazyla zmienic cyferke w swoim wieku z 2 na 3 (wczoraj) i nagle poczula sie bardzo staro.
Napisze wiecej jak bede miec sile. Trzymajcie sie!
sobota, 15 listopada 2014
niedziela, 26 października 2014
Czekac trzeba...
40 tydzien ciazy
W tym momencie wolalabym mieszkac w kraju, w ktorym nie pozwola mi chodzic w ciazy dluzej niz 10 dni po terminie. Ale jest jak jest.
Czekac trzeba...
"Pamiętaj, że na poród masz czas do końca 42 tygodnia ciąży. Jeśli nic się nie będzie działo do około 41 tygodnia i trzech-czterech dni to dopiero wtedy lekarz skieruje cię do szpitala celem stymulacji porodu."U mnie to tak w okolicach 4-6 listopada. W Szwecji jednak nadal wyczekuje sie naturalnego porodu. Jesli nic nie wydarzy sie do 5/11 polozna (bo nie ma tu lekarza prowadzacego, tylko jest polozna) wysle skierowanie do gabinetu USG w miescie i tam gdzies w okolicach 11-13/11 mam sie pojawic na kontrole. W trakcie takiej kontroli sprawdzaja jak ma sie dziecko i lozysko, jesli wyglada na to, ze wszystko dobrze, odsylaja do domu i kaza czekac. Sztokholm niby ma w wojewodztwie regule, ze wiecej niz 15 dni po terminie sie nie przechodzi, ale i tak niejedna kobieta przechodzila i 3 tygodnie... I to wlasnie najbardziej mnie przeraza, ile jeszcze trzeba czekac, zeby cokolwiek moglo sie wydarzyc? Czy naprawde mam czekac do 21/11 na porod jeszcze, mimo ze wedlug wczesnego USG mam termin 30/10, a wedlug USG w tygodniu 18-tym, na podstawie ktorego w Sztokholmie datuja porod, na 1/11? Dzis dopiero 26/10, a ja juz ledwie sie ruszam... A zima puka do drzwi i prosi, by ja wpuscic...
W tym momencie wolalabym mieszkac w kraju, w ktorym nie pozwola mi chodzic w ciazy dluzej niz 10 dni po terminie. Ale jest jak jest.
Czekac trzeba...
środa, 15 października 2014
Teraz eM sie wypowie... jak za starych, dobrych czasow!
Ja chyba jakas nieczula jestem, ale nie moge zrozumiec pewnych rzeczy. Jestem od paru tygodni czlonkinia (mowi sie tak w ogole? czlonkinia?) mamusiowej grupy na fb. Loguje sie dzisiaj, przegladam plotki, a tam dziewczyna pyta o rejestracje w UP i czy koniecznie trzeba pracy czy stazu sie podejmowac, bo ona nie ma ubezpieczenia i maz nie chce jej ubezpieczyc, mowi, ze najwyzej nie bedzie chodzic do lekarza.
A dla mnie to nie do pojecia jest! Nie dosc, ze siedzi dziewczyna w domu z dzieckiem (jego dzieckiem!) i robi wszystko, zeby jego potomek przezyl dziecinstwo i mogl dalej rozprowadzac jego geny, w zwiazku z czym nie za bardzo jak ma isc do pracy, to jeszcze on laskawy pan i wladca nie bedzie jej placil ubezpieczenia?! Wlasnie chocby ze wzgledu na tego potomka powinien ja ubezpieczyc, bo co zrobi, jesli kobiecie cos sie stanie, a on z potomkiem sam na sam zostanie?!
W ogole mam wrazenie, ze niewiele sie w Polsce zmienilo, jak te posty w tej grupie czytam... Kobieta ma siedziec w domu, a mezczyzna do pracy i on nie moze przeciez z pracy zrezygnowac, bo musi zarabiac... A ona nie musi? A co bedzie pozniej, po latach, gdy on sobie znajdzie mlodsza, albo zejdzie pierwszy z tego swiata... kiedy ona sama zostanie i bedzie do tego emerytka? Bedzie placz i zgrzytanie zebow...
Tutaj czasami jednak nielepiej. Zwlaszcza, gdy czytam o wlascicielach malych przedsiebiorstw. "Moj partner ma firme i nie moze byc na rodzicielskim, bo straci klientow". On nie moze, bo jest facetem, a kobieta musi, bo taka jest jej rola? Tez mam firme i tez trace klientow, ale dziecko lada dzien moze sie urodzic, ja od ponad miesieca juz nie pracuje, bo fizycznie nie dawalam rady calymi dniami biegac po dworze z moimi kochanymi psimi grupami, nie wiem, co bedzie z firma moja po macierzynskim, mam zamiar pare godzin w tygodniu pracowac juz w marcu jak wszystko dobrze pojdzie, ale coz poradzic, takie jest zycie. Nie wszystko to pieniadz, rozwoju dziecka nie da sie zahamowac, bo musze isc do pracy. Tak samo i ojciec nie powinien od dzieci swoich uciekac - straconego czasu z naszymi najmlodszymi nie da sie odrobic w przyszlosci, a firme rozwijac jeszcze bedzie czas!
To sie eM wypowiedziala i dziekuje za uwage.
17 dni do przewidywanej daty rozwiazania, zobaczymy, kiedy dzidzius zechce pojawic sie "na tym swiecie".
A dla mnie to nie do pojecia jest! Nie dosc, ze siedzi dziewczyna w domu z dzieckiem (jego dzieckiem!) i robi wszystko, zeby jego potomek przezyl dziecinstwo i mogl dalej rozprowadzac jego geny, w zwiazku z czym nie za bardzo jak ma isc do pracy, to jeszcze on laskawy pan i wladca nie bedzie jej placil ubezpieczenia?! Wlasnie chocby ze wzgledu na tego potomka powinien ja ubezpieczyc, bo co zrobi, jesli kobiecie cos sie stanie, a on z potomkiem sam na sam zostanie?!
W ogole mam wrazenie, ze niewiele sie w Polsce zmienilo, jak te posty w tej grupie czytam... Kobieta ma siedziec w domu, a mezczyzna do pracy i on nie moze przeciez z pracy zrezygnowac, bo musi zarabiac... A ona nie musi? A co bedzie pozniej, po latach, gdy on sobie znajdzie mlodsza, albo zejdzie pierwszy z tego swiata... kiedy ona sama zostanie i bedzie do tego emerytka? Bedzie placz i zgrzytanie zebow...
Tutaj czasami jednak nielepiej. Zwlaszcza, gdy czytam o wlascicielach malych przedsiebiorstw. "Moj partner ma firme i nie moze byc na rodzicielskim, bo straci klientow". On nie moze, bo jest facetem, a kobieta musi, bo taka jest jej rola? Tez mam firme i tez trace klientow, ale dziecko lada dzien moze sie urodzic, ja od ponad miesieca juz nie pracuje, bo fizycznie nie dawalam rady calymi dniami biegac po dworze z moimi kochanymi psimi grupami, nie wiem, co bedzie z firma moja po macierzynskim, mam zamiar pare godzin w tygodniu pracowac juz w marcu jak wszystko dobrze pojdzie, ale coz poradzic, takie jest zycie. Nie wszystko to pieniadz, rozwoju dziecka nie da sie zahamowac, bo musze isc do pracy. Tak samo i ojciec nie powinien od dzieci swoich uciekac - straconego czasu z naszymi najmlodszymi nie da sie odrobic w przyszlosci, a firme rozwijac jeszcze bedzie czas!
To sie eM wypowiedziala i dziekuje za uwage.
17 dni do przewidywanej daty rozwiazania, zobaczymy, kiedy dzidzius zechce pojawic sie "na tym swiecie".
piątek, 3 października 2014
środa, 7 maja 2014
15+0
Do przodu, kochani, do przodu. Dzis witamy tydzien 16. Chociaz momentami bylo nieciekawie. Jak w Wielki Piatek na przyklad... Albo 1.maja... W sobote nie wytrzymalam i zakupilam detektor tetna plodu. Wieczor mial byc niezapomniany - ja, Pan Maz i Nasze Nienarodzone. Oczywiscie zadnego tetna to holenderskie gowienko nie wyczulo... W poniedzialek probowalam sama. Nadal nic. Zlapal mnie wtedy dol niesamowity. Ale nic, podnioslam sie z tego wszystkiego, a wczoraj stwierdzilam, ze sie nie poddaje i ze tetno odslucham, tyle ze juz ostatni raz na jakis czas, bo podobno nie jest to takie najzdrowsze dla Dzieciecia Ukrytego. Juz sie mialam poddac, gdy w koncu z lewej (gdzie ja w ogole pewna bylam, ze macica juz dawno sie skonczyla, a tam jajnik jest) wpadlam na lomocace serduszko.
Pamietam jak w dziecinstwie spedzalismy wakacje u dziadka. Dziadek mial troche zwierzatek, dlatego lubilismy tam przebywac. Byly tam miedzy innymi kroliczki. I te kroliczki takie troszke mniej oswojone, zwlaszcza jak male byly jeszcze i dopiero przyzwyczajalismy je do ludzkich rak - tym przestraszonym, malym kroliczkom tak lomotaly serduszka, jak Naszemu Nienarodzonemu wczoraj. Tyle, ze w przypadku tetna plodu to normalne i tylko cieszyc sie mozna, ze serducho wydaje sie byc zupelnie zdrowe :-)
Dzis juz uspokojona moglam usmiechac sie sama do siebie mimo wichury, chmur i tych marnych 5 stopni na plusie.
A swoja droga... niedawno 22 mielismy...
Rozmawialam w poniedzialek z moja polozna, uspokoila mnie w sprawie skurczy brzucha, doszlysmy obie do wniosku, ze to jelita, a nie macica, wiec jestem teraz na diecie, a przynajmniej staram sie. Czy ja juz mowilam, ze nienawidze siemienia lnianego?
Pamietam jak w dziecinstwie spedzalismy wakacje u dziadka. Dziadek mial troche zwierzatek, dlatego lubilismy tam przebywac. Byly tam miedzy innymi kroliczki. I te kroliczki takie troszke mniej oswojone, zwlaszcza jak male byly jeszcze i dopiero przyzwyczajalismy je do ludzkich rak - tym przestraszonym, malym kroliczkom tak lomotaly serduszka, jak Naszemu Nienarodzonemu wczoraj. Tyle, ze w przypadku tetna plodu to normalne i tylko cieszyc sie mozna, ze serducho wydaje sie byc zupelnie zdrowe :-)
Dzis juz uspokojona moglam usmiechac sie sama do siebie mimo wichury, chmur i tych marnych 5 stopni na plusie.
A swoja droga... niedawno 22 mielismy...
Rozmawialam w poniedzialek z moja polozna, uspokoila mnie w sprawie skurczy brzucha, doszlysmy obie do wniosku, ze to jelita, a nie macica, wiec jestem teraz na diecie, a przynajmniej staram sie. Czy ja juz mowilam, ze nienawidze siemienia lnianego?
wtorek, 15 kwietnia 2014
Historie i zdjecia prezentuje (zeby nie bylo) ;-)
W styczniu trafilam do lekarza z powodu pewnego "kobiecego" problemu, ktory okazal sie wystapic u mnie z powodu stresow zwiazanych z egzaminacja koncowa (ukonczylam roczne studium canine coach, czyli instruktora psiej tresury). Tak sobie rozmawialismy i rozmawialismy i zeszlismy na temat zajscia w ciaze, a raczej naszych z tym trudnosci. Zeszlismy na temat regularnosci, a raczej nieregularnosci cyklicznej - i wyszlam z gabinetu z recepta na lek zwany Provera, ktory swoim syntetycznym progesteronem mialby posluzyc uregulowaniu mojego cyklu.
Mialam je brac 10 dni z rzedu, a potem czekac na "te dni", potem odliczac 20 dni i znowu 10 dni kuracji. Po pierwszych dziesieciu tabletkach wyczytalam we wszystkich mozliwych zrodlach internetowych, ze krwawienie wystepuje 1-4 dni po ostatniej tabletce. Dzien czwarty, wyglada na to, ze jestem "przepisowa".
Tak... tyle ze przepisowo nie trwa ono 5-6 godzin i potem zanika...
Dwa dni odczekalam, ale jako ze juz wczesniej czytalam niejednokrotnie, ze krwawienie w ciazy moze wystepowac, siegnelam po pierwszy test. To bylo dokladnie 20. lutego. Cyfrowy test Clearblue z wyznacznikiem tygodni pokazal po raz pierwszy w zyciu "gravid" ("w ciazy").
Jeszcze pare testow innego rodzaju zrobilam, zeby sie upewnic. Dwa dni pozniej nie bylo watpliwosci:
Moja radosc nie trwala jednak zbyt dlugo, gdyz pare dni pozniej pojawilo sie brunatne plamienie. Przestraszylo mnie, nie dalo mi spac po nocach ani cieszyc sie w pelni urlopem lutowo-marcowym. Pierwsze spotkanie z polozna: 5 marca. Polozna mowi, ze trzeba naturalnie, ze trzeba wyluzowac, ze bedzie dobrze, jesli dobrze ma byc. Fajne podejscie, prawda? Niemniej jednak dostalam skierowanie na wczesne USG jeszcze w marcu. Glupia jednak bedac zabukowalam juz tydzien wczesniej prywatnie. I co? Prywatnie okazalo sie, ze oprocz pecherzyka nic nie widac, a lekarz jeszcze okazal sie byc tak nieczuly, ze stwierdzil, ze w ciazy bylam, ale czy jestem, to on nie wie... Zero pozytywnosci!
Tydzien pozniej na tym USG od poloznej pewna bylam, ze to pusty pecherz plodowy, ze cialo mnie oszukuje - czulam sie po prostu strasznie. Caly tydzien byl okropny.
Jakiez bylo moje zdziwienie i jaka radosc, gdy okazalo sie, ze pecherz w tygodniu siodmym wyglada tak:
a serduszko bije dokladnie jak powinno.
Mimo wszystko nie czulam sie jeszcze tak do konca przekonana o mojej ciazy, zwlaszcza gdy objawy zaczely zanikac w ostatnich dniach (okazuje sie, ze normalne, ale powiedzcie mi, co wedlug szwedzkiej sluzby zdrowia nie jest normalne w ciazy?). Dostalam skierowanie na kolejne USG, zeby uspokoic nerwy i dzis oboje z Panem Mezem ogladalismy nieco leniwe, ale zupelnie przypominajace czlowieka dziecie nasze:
To teraz historie i zdjecia prezentuje, zeby nie bylo ;-)
Mialam je brac 10 dni z rzedu, a potem czekac na "te dni", potem odliczac 20 dni i znowu 10 dni kuracji. Po pierwszych dziesieciu tabletkach wyczytalam we wszystkich mozliwych zrodlach internetowych, ze krwawienie wystepuje 1-4 dni po ostatniej tabletce. Dzien czwarty, wyglada na to, ze jestem "przepisowa".
Tak... tyle ze przepisowo nie trwa ono 5-6 godzin i potem zanika...
Dwa dni odczekalam, ale jako ze juz wczesniej czytalam niejednokrotnie, ze krwawienie w ciazy moze wystepowac, siegnelam po pierwszy test. To bylo dokladnie 20. lutego. Cyfrowy test Clearblue z wyznacznikiem tygodni pokazal po raz pierwszy w zyciu "gravid" ("w ciazy").
Jeszcze pare testow innego rodzaju zrobilam, zeby sie upewnic. Dwa dni pozniej nie bylo watpliwosci:
Moja radosc nie trwala jednak zbyt dlugo, gdyz pare dni pozniej pojawilo sie brunatne plamienie. Przestraszylo mnie, nie dalo mi spac po nocach ani cieszyc sie w pelni urlopem lutowo-marcowym. Pierwsze spotkanie z polozna: 5 marca. Polozna mowi, ze trzeba naturalnie, ze trzeba wyluzowac, ze bedzie dobrze, jesli dobrze ma byc. Fajne podejscie, prawda? Niemniej jednak dostalam skierowanie na wczesne USG jeszcze w marcu. Glupia jednak bedac zabukowalam juz tydzien wczesniej prywatnie. I co? Prywatnie okazalo sie, ze oprocz pecherzyka nic nie widac, a lekarz jeszcze okazal sie byc tak nieczuly, ze stwierdzil, ze w ciazy bylam, ale czy jestem, to on nie wie... Zero pozytywnosci!
Tydzien pozniej na tym USG od poloznej pewna bylam, ze to pusty pecherz plodowy, ze cialo mnie oszukuje - czulam sie po prostu strasznie. Caly tydzien byl okropny.
Jakiez bylo moje zdziwienie i jaka radosc, gdy okazalo sie, ze pecherz w tygodniu siodmym wyglada tak:
a serduszko bije dokladnie jak powinno.
Mimo wszystko nie czulam sie jeszcze tak do konca przekonana o mojej ciazy, zwlaszcza gdy objawy zaczely zanikac w ostatnich dniach (okazuje sie, ze normalne, ale powiedzcie mi, co wedlug szwedzkiej sluzby zdrowia nie jest normalne w ciazy?). Dostalam skierowanie na kolejne USG, zeby uspokoic nerwy i dzis oboje z Panem Mezem ogladalismy nieco leniwe, ale zupelnie przypominajace czlowieka dziecie nasze:
To teraz historie i zdjecia prezentuje, zeby nie bylo ;-)
czwartek, 10 kwietnia 2014
Jeszcze tylko pare dni...
Siedze jak na gwozdziach i juz bym chciala, juz. Na przedwczoraj, na dzis, na jutro... Nie chce, nie moge czekac do przyszlego tygodnia! Sprawe zdaje sobie jednak z tego, ze to juz tylko pare dni, pare dni, w trakcie ktorych wiele sie dzieje, a bede mogla uchylic rabka tajemnicy, podzielic sie usmiechem. Pomachac Wam nadzieja.
Brakuje mi odwagi.
I wiary w siebie mi brakuje.
Jeszcze tylko pare dni...
Brakuje mi odwagi.
I wiary w siebie mi brakuje.
Jeszcze tylko pare dni...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



