Leje sie z nosa, oczy lzawia, gardlo kluje... Super jest po prostu.
Zacznijmy jednak od poniedzialku.
7.30 ekspresowa wizyta u dentysty. W zab, ktory jest na etapie "bycia zabijanym", wdala sie nowa infekcja. Znow bol calusienkiej szczeki az do ucha srodkowego... Dentysta zeba otworzyl, ponownie kanal przeczyscil (bez znieczulenia! bo powiedzial, ze infekcja jest i tak tak gleboko, ze znieczulenie wcale by mi nie pomoglo), nalal nowego antybiotyku, zamknal to wszystko i do apteki wyslal. Po penicyline. A ja penicyline kiedys rozne reakcje mialam i balam sie tego cholerstwa wziac jak nie wiem.
I teraz wiem, ze jestem w grupie tych osob (1 na 100), ktorych po penicylinie mdli, zbiera na wymioty, w brzuchu rozregulowuje i stawy bola... Ale coz, infekcja odeszla chyba, bo juz na szesc godzin po wizycie bol polowicznie odpuscil a od wczoraj juz w ogole w tym zebie nic nie czuje.
We wtorek zachorowal ponownie Brodacz. Calutki grudzien byl chory, pod kroplowka spedzil dwa dni wtedy, antybiotyk 2 tygodnie bral i dopiero po tym wszystkim mu przeszlo. No i styczen byl spokoj, potem przyszedl mroz i caly szit zamarzl, a teraz roztopy i cholerstwo sie rozlazi!
Tak wiec musielismy kombinowac, co zrobic i jak, z racji faktu, ze Brodaty do pracy ze mna isc nie moze w tym tygodniu (nie dosc, ze istnieje ryzyko zarazenia innych psow, to jeszcze jak on niby mialby wytrzymac 8 godzin na nogach bez jedzenia i picia?!).
Nastepnie w autobusie do pracy zgubilam telefon. Na szczescie pani kierowca mila bardzo go odnalazla i wieczorem Pan Maz mogl odebrac moja stara Nokie, ktorej obecnie uzywam do pracy, na jednej ze stacji na linii, ktora obsluguje.
Ba, ale to nie koniec.
Sroda wczoraj. Uswiadomilam sobie, ze nie mam aparatu w kieszeni, w ktorej mam go codziennie! Przeszukalam caly dom, przeprowadzilam wywiad srodowiskowy z moimi klientami.
Ktokolwiek widzial, ktokolwiek wie.
Niestety, ani widu ani slychu.
Ani aparatu, ani karty SD, na ktorej bylo tyle wspomnien pieknych... :-(
Ba, ale to nie wszystko. Po powrocie z pracy i ochlonieciu z wrazen (mialam wazne zadanie wyprowadzenia dwoch brodatych olbrzymow, ktore dosc sporo problemow maja i balam sie jak nie wiem, ale udalo sie i bylo bardzo pozytywnie) stwierdzilam, ze polykanie niezbyt dobrze mi idzie... No fak, nic tylko chorowac teraz.
Czwartek. Goraczka i katar. Gardlo nie ustepuje. Walcze.
Ja to sie tego tygodnia normalnie boje. Jeszcze trzy dni przeciez!! :-O
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz